wtorek, 25 grudnia 2012

Część 2

-To gdzie idziemy w końcu?-spytałam ponownie. 
-Strasznie się niecierpliwisz kochanie.-odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się. 
-Kochanie?-spytałam.Nie lubię jak ktoś tak na mnie mówił.Erion powinien to wiedzieć skoro ponoć tak dobrze mnie zna. 
-No przecież.
-Nie znasz mnie dobrze.Nie lubię jak ktoś tak na mnie mówi.Wiesz...jednak...nie.Nie będę z tobą.Nie jesteś w moim typie a poza tym nie znam cię aż tak dobrze.Może ty mnie tak ,ale ja nie.Przepraszam.Cześć.-odeszłam.Nawet nie próbował mnie zatrzymać.Dobrze mi z tym było.Podeszłam do Megan i poszłyśmy do domu.Nawet nie spytała mnie o co i dlaczego wychodzimy.Być może nie obchodziło ją to lub widziała wszystko co mówiłam i co robiłam z Erionem. 
Drzwi od domu były otwarte na oścież,światło nie paliło się w domu.Na przeciwko u sąsiadów było widać tylko błyski.To pewnie od telewizora.Ale nie były niebieskie ,czerwone czy zielone lub nawet innego koloru.Były...dziwnie różowo-szare i falowały po pokoju na I piętrzę w sypialni państwa Rossard.
-Czemu drzwi są uchylone?-spytała Megan i podeszła do drzwi po czym włączyła światło w salonie.-Aria!!!-krzyknęła przerażona.-Aria!!!Aria!!!-wybiegła i zaczęła ciągnąć mnie do domu.Nogi miałam zapadnięte pod ziemie tak jakby.Nie mogłam się ruszyć i stałam jak posąg.Wzrok wlepiłam w okno sypialni jakby światło wydostające się przez nie było hipnotyzujące.Nie słyszałam już koleżanki i nic nie czułam.Patrzyłam i patrzyłam.Nic mnie nie ruszało aż nagle.Nagle spostrzegłam w drugim oknie Janette córkę państwa Rossard ,która stała i patrzyła przez okno z kuchni nieświadoma co dzieje się u góry.Była sama w domu i zachowywała się normalnie jakby nic nie działo się na górze.Odzyskałam słuch i poszłam do domu.Na kanapie siedziała Megan i patrzyła w podłogę. 
-Co jest?-spytałam stłumionym głosem.Odwróciła wzrok i spojrzała na mnie.W oczach miała łzy.-Czemu płaczesz?-podeszłam do niej.
-Nie ma rodziców a w kuchni jest krew.-jej głos się trząsł ze strachu i od płaczu.-Nie wyszli bo zostawili by kartkę na stole.Jest wiadomość, nie od rodziców.Nie od rodziców.-szepnęła. 
-Od kogo?-podbiegłam do blatu i spojrzałam na kartkę wyrwaną z zeszytu.  

           Pamiętacie o zaginięciu waszej przyjaciółki Harriet?Co się wtedy działo w Richwood? To  już prawie pół roku...widziałam cię Aria jak stoisz przed domem przed chwilą.


                                                                              M. 

         
-Ty to pisałaś?-spytałam Megan bo podpis był jako M.kto to był? 
-Nie.To nie ja. Byłam przecież z tobą.
-To Janette.Co ona chce? -wyszłam z domu i poszłam do domu Janette.Dziwne światło nie paliło się w sypialni tylko normalne jak zawsze.Rossard otworzyła. 
-Hej.Wiesz coś o pewnym liście ,który być może podrzuciłaś mi do domu? 
-Nie.O czym mówisz?-ona nigdy nie kłamała i nie zachowywała się dziwnie.Nigdy.Była posłuszna wobec rodziców i przyjaciół.Dobrze się uczyła i nigdy nie uczono jej kłamstwa.Wierzyłam jej ale nie do końca.Oprócz niej nikt mnie nie obserwował bo nikogo nie było na dworze a w oknach naszych sąsiadów z prawej oraz lewej strony nie było.Ciemno w oknach wszędzie jakby wszyscy spali i się nie dziwię bo była druga w nocy.Ale różowo-szare światła w sypialni nie dawały mi spokoju i to ,że Janette wcale nie reagowała.Może to przez drinka miałam halucynację. 
-A widziałaś jak ktoś wchodzi do naszego domu? 
-Także nie.Twoi i Megan rodzice tylko gdzieś wychodzili i tyle.Zamykali drzwi za sobą jak byś pytała. -uśmiech na jej twarzy wyglądał życzliwie i szczerze.
-Trochę boje się zostać sama w domu.Megan idzie do domu na noc. 
-Jak chcesz możesz przenocować u mnie.
-Dobra.Zabiorę tylko rzeczy i idę do ciebie.  


                                                  Julie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz