Dochodziła godzina dwunasta.Szłam do restauracji na spotkanie z M.Weszłam do kawiarni ,ale nie było żadnego starszego mężczyzny tylko kilka osób młodych.Usiadłam gdzie był wolny stolik i czekałam.Kątem oka spostrzegłam ,że ktoś na mnie patrzy ,wstaje i dosiada się do mnie.Chłopak w moim wieku.Raczej.
-Przyszłaś tu tak po prostu czy...-spytał.
-Czekam na kogoś.
-Zapewne na mnie.-odwrócił się w stronę Janette.Chyba ją rozpoznał ,że nas obserwuje.
-Nie jestem pewna czy aby na pewno.-pokręciłam głową.
-Może chodźmy gdzie indziej.-spytał a moja twarz spoważniała.
-Nie ,zostańmy tutaj.-zaprzeczyłam i zawołałam kelnerkę.Przyszła Janette.Zmyła makijaż żeby M.jej nie rozpoznał.-Poproszę kawę mrożoną.-Zapisała zamówienie.
-Dla pana?-spytała.
-To samo.-uśmiechnął się a Janette odeszła od naszego stolika.Po chwili przyniosła dwie kawy mrożone i poszła do łazienki przebrać się.
-To po co się spotykamy?-spytałam popijając.
-Więc.Zadawaj mi pytania .Będę na nie odpowiadał.Potem moja kolej.-uniosłam brwi do góry.
-Dobra...tylko się nie pogub.Ile masz lat?Jak się nazywasz i po co wysyłałeś mi listy?Dlaczego zadzwonił do mnie jakiś facet?Co chcesz się dowiedzieć ode mnie ?
-Mam siedemnaście lat.Wysyłałem ci te listy specjalnie po to żebyś przemyślała swoje błędy.To mój tata do ciebie zadzwonił.W tej chwili nie chcę dowiedzieć się niczego od ciebie.
-Czemu podpisywałeś się jako M.?
-Bo mam na nazwisko Morth. Mieszkam na twojej ulicy.Nie znasz mnie ponieważ dopiero się wprowadziliśmy.Przed wczoraj.Ty nic nie zauważyłaś bo nie miałaś takiej potrzeby.Mam na imię Luke.Ty jesteś Aria.Nazwiska nie znam.
-Jestem Aria Greg.Co miałeś na myśli pisząc list o zaginięciu Harriet?
-O tym,że ona wróciła do Richwood.Nikt z mieszkańców miasteczka nie zapomni co się tu wtedy działo.Niektóre budynki do teraz nie są odbudowane bądź odnowione.Może i to były tylko trzy tygodnie ,ale najbardziej niezapomniane.Nie możesz powiedzieć ,że nie wiesz o czym mówię bo sama brałaś udział jednego dnia w tym gdy Cornelia podpaliła dom w którym byłaś.Wszystko widziałem.Od samego początku.Stałem przed domem.Gdy z nieoczekiwanie się zapalił po chwili usłyszałem jak wołasz o pomoc.Chciałem coś zrobić.Wyciągnąć cię z płomieni.Zrobił to ktoś inny.Wtedy odszedłem bo wiedziałem ,że jesteś bezpieczna.
-Skąd wiesz ,że Cornelia to zrobiła?-poczułam jak przechodzą mnie dreszcze.
-Bo żyła.
-Jak to żyła?Gdy nie pojawiała się przez prawie miesiąc wszyscy uznali ,że nie żyje.W miejscu gdzie ostatni raz ją widziano była krew.
-Bo zacięła się w nogę o wystający pręt.-sposób w jaki mówił i wyraz twarzy był poważny.Mówił do mnie po cichu.
-Skąd to wszystko wiesz?-schyliłam się bliżej niego żeby nikt nie słyszał o czym mówimy.
-Bo ją czuje.-opadłam na oparcie krzesła i zasłoniłam dłońmi twarz.Jak on ją czuje?Ja jej nie wyczuwam.Nie czuje jej zapachu który był bardzo intensywny.Nie widzę jej białych włosów.Miała je tylko ona jako jedyna w Richwood miała taki kolor włosów żeby wszyscy ją rozpoznali w mieście.Była popularna w szkole.
-Od kiedy tu naprawdę jesteś?
-Od bardzo dawna.Wcześniej niż się ci się zdaje.Od zawsze cię obserwuję,od kiedy się urodziłaś.Mam zadanie cię chronić.
-Chronić?
-Tak.Mam osiemset dziewięćdziesiąt lat.Jestem człowiekiem.Robię wszystko to co ludzie.Nie wiem jak to możliwe ,że mam tak wiele lat.Rodzice nie powiedzieli mi o tym bo może to zbyt skomplikowane lub nie do zrozumienia.
Wstałam.Stanęłam koło stolika i spojrzałam na niego.Z portfela wyjęłam dziesięć dolarów i położyłam na stoliku.
-Do widzenia.-powiedziałam i wyszłam.Założyłam czarne,włoskie okulary przeciwsłoneczne.Schyliłam się żeby zawiązać czarne trampki marki converse.Poprawiłam kremową sukienkę.Usłyszałam jak Luke wybiega z restauracji.Podniosłam się i odwróciłam w jego stronę.
-Czemu wyszłaś?-spytał.
-A czemu nie?
-Nie kłamię.Mogę udowodnić.-wzruszyłam ramionami.
-Nie wierzę ci.-odeszłam.Janette podbiegła do mnie.
-Co jest?
-Twierdzi ,że Harriet żyje.Luke Morth.Zrobiłaś zdjęcie?
-Tak zrobiłam.Jak to Harriet żyje?
-Wyczuwa ją.-zaśmiałam się.Przyspieszyłyśmy kroku.
-Ale kit!
-Dokładnie kit.
Julie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz