piątek, 30 listopada 2012

Część 1

    Znów do nas wróci, wiedziałam że tak będzie-rzekła profesorka Blue dyrektorka wielkiej szkoły z internatem w Bostonie na zebraniu nauczycieli
-znów będą niewyjaśnione zabójstwa na terenie szkoły. Kiedy jej nie było wszystko ucichło nie było ofiar z przegryzionymi gardłami leżących w kałuży nie czerwonej lecz bordowej krwi a gdy wróciła po dwóch miesiącach wakacji znów były ofiary. co pan o tym sądzi prof.Bluestrong?-spytała.
-Cóż wiem że to nie możliwe ale sądzę że to nie człowiek- rzekł profesor
-Jeśli to nie człowiek to kto?
-To może być wampir z rodu Safaz charakteryzujący się dużą mocą psychiczną ale i fizyczną. Mają zdolności nad ludzkie i przybierają formę człowieka.Gdy ugryzą wpuszczają jad który zmienia kolor krwi właśnie na bordowy. Ten jad jest śmiertelny lecz gdy wampir ugryzie w dwóch miejscach ofiara staje się takim samym wampirem.
-No nie wiem -powiedziała pani Blue-chociaż to mogło być możliwe bo nasza szesnastoletnia Dakota nie spała i nie jadła ludzkiego pożywienia a to cecha wampira. Odkąd była u nas były ciągłe napady na szpital i była kradziona krew a gdy szukali sprawcy doszli do internatu.
Gdy rada się skończyła wszyscy nauczyciele udali się do swoich pokoi. Gdy dyrektorka Marry Blue ściągnęła swoją suknię i włożyła co lżejszego usiadła wreszcie po męczący dniu kiedy nagle do jej pokoju wpadł dostojnik internatu wtajemniczony we wszystakie sprawy szkoły krzyknął:
-Już jest, już przyjechała... no Dakota już tu jest jest na podjezdzie!!!!!!!!!!!!!!
- Dobrze dziękuję za informację proszę zwołać wszystkich profesorów niech wyjdą na podwórze i niech ją przywitają i oddzielnie zakwaterują tak żeby miała cały pokój dla siebie a ja tylko się przebiorę i zaraz tam będę.
Dostojnik wybiegł z jej pokoju aby przekazać wiadomość reszcie nauczycieli. Marry usiadła w fotelu i powiedziała sama do siebie: - No nie po co ja wogóle ją tu przyjmowałam i znów będą bardzo duże problemy ale damy radę wszystako będzie dobrze damy radę.  

Nadine 

Koniec

-No nie wiem.-spojrzałam na szklankę.-Dobra!Raz kozie śmierć.-zrobiłam duży łyk i połknęłam napój.Wszyscy wokół mnie zaczęli krzyczeć i wiwatować nie wiem czemu.
-Chodź zatańczymy.-Charles odstawił swój kieliszek i pociągnął w stronę parkietu. 
-Czekaj!-pociągnęłam go do siebie.Wzięłam jego napój i powąchałam.
-Piłeś wódkę?-zapytałam. 
-To normalne.Powinnaś spróbować.-puścił do mnie oko.Uniosłam jedną brew w górę. -Dobra sory. Chodź.-znów mnie pociągnął tylko na tyle mocno ,że się przewróciłam i upadłam na podłogę a Charlie razem ze mną i co gorsza na...mnie.Oparł się ręką o podłogę a drugą odgarnął mój kosmyk włosów z twarzy.Spojrzałam w jego oczy ,które były szaro-niebieskie.Zbliżał się powoli ,niemal niezauważalnie i pocałował mnie co dla mnie było uszczęśliwiające i miłe, nawet bardzo chociaż po pocałunku wszystko się zmieniło.Po tym zrozumiałam ,że mnie kocha i nie byliśmy już przyjaciółmi tylko parą , która szanuje siebie i ponoć nie opuszcza , ale nie tylko to się zmieniło.Zmieniło się o wiele więcej nie tylko w naszych kontaktach , ale i w otoczeniu co mnie przeraziło. 
-Charlie-szepnęłam. 
-Tak?-rozejrzeliśmy się oboje po sali.Nikogo.Nikogo nie było tylko my we dwoje , dym , ogień.Ogień! 
-Wstań! Szybko ! Uciekamy!- krzyczałam do Charliego.Podniósł mnie i wybiegliśmy tą drogą gdzie nie było ognia.Jedyną drogą do ucieczki była kratka przez którą dało się przejść w podłodze.Charlie poszedł pierwszy co mi nie przeszkadzało ale ja już nie zdążyłam ponieważ ktoś pociągnął mnie za nogę .Przewróciłam się jak by było mi mało przewracania się i osoba zaczęła mnie ciągnąć po ziemi w stronę drzwi. 
-Pomocy Charlie pomóż!!!-darłam się i zaczęłam płakać.Zanim jednak Charlie wyszedł byłam gdzieś i nie wiedziałam gdzie.Leżałam na betonie ale nadal była noc.Ktoś podniósł mnie i przyłożył coś zimnego do mojej szyi.Jak mi się zdawało to był nóż.Znów zaczęłam płakać i błagać żeby mnie nie zabijano.Zamknęłam oczy bo nie chciałam patrzeć na swoją śmierć.Otworzyłam je po kilku sekundach i zobaczyłam Charliego , który szedł w moją stronę. 
-Stój!-krzyknął porywacz.Odwróciłam lekko głowę żeby zobaczyć kto to.Szybko odwróciłam jednak głowę i wyrywałam się bo to był Windston.Poczułam przy mojej skroni broń.Ręce miałam związane jak i nogi.Byłam bezbronna.Teraz najwidoczniej czekała mnie tylko śmierć.Zanim moja śmierć nastała powiedziałam tylko do Charliego ,że go kocham i kulka broni znalazła się w mojej głowei. Może i takie miało być moje życie. 

---------------------------------------------------------------- 
Wiem ,że koniec smutny i nostalgiczny ,ale już musiałam skończyć moją historię ponieważ moja przyjaciółka już będzie pisać swoją historię.  

Julie
 
   

czwartek, 29 listopada 2012

-A gdzie konkretnie idziemy?-zapytałam , ale nie odpowiedział tylko patrzył się z zamyśleniem w oddal.Nie zamierzałam zadawać tego pytania powtórnie tylko poszłam z nim w ciszy.Poszliśmy do centrum miasta gdzie drogi były odśnieżone i samochody jeździły normalnie.Ludzi było jak mrówek przez co nie można było się przecisnąć normalnie przez chodnik.Charlie pociągnął mnie w boczną uliczkę , która była dosyć wąska i ciemna co mi się zdawało podejrzane. 
-Gdzie idziemy?-spytałam. 
-Na skróty. 
-W taki sposób?Trochę dziwne ,że jest tu ciemno i w ogóle.
-Nie bój się.Nic ci nie będzie.-objął mnie ręką a ja się w niego wtuliłam.Odcinek był nie za długi więc przeszliśmy go szybciej niż się spodziewałam. 
-Widzisz nic ci się nie stało.-uśmiechnął się i puścił mnie.Zrobiłam to samo.
-Dzięki. 
-Nie ma za co.-zaśmiał się i weszliśmy do klubu gdzie przy drzwiach stał paker w czarnej obcisłej koszulce oraz spotdniach w tym samym kolorze.Charlie pokazał zakupione bilety i weszliśmy.Sala była ogromna.Wszędzie świeciły lasery i kule dyskotekowe a całe pomieszczenie miało kolor ciemny niebieski.Po prawej stronie był bar gdzie można było zamówić coś do picia,w środku sali był DJ.Poszliśmy wpierw do przyjaciół Charliego.Przedstawił mnie Annie,Davidowi którzy z tego co zauważyłam byli parą oraz z Fredrikiem.Fred był duszą towarzyską do przesady.Codziennie chodzi na imprezy a do szkoły przychodzi niepunktualnie przez co się nie dziwię. Jak każdy chłopak podrywa każdą dziewczynę i zaprasza na drinka.Ogólnie Fred to miły chłopak i zawsze opowiada dowcipy przez które można śmiać się do łez i jest spoko.Poszłam po drinka i zamówiłam mojito. 
-Jak się podoba?-krzyknął Fred siadając obok i zamawiając napój.
-Jest świetnie!Nigdy nie byłam na takiej imprezie ,ale jak na pierwszy raz to super!
-Zawsze pijesz ?  
-Nie! Kiedyś próbowałam jak byłam mała ale od razu wyplułam wino ,które dała mi mama na spróbowanie.-oboje się śmialiśmy.
-Dobra! Ja spadam ! Charlie idzie!-wstał i podszedł do dziewczyny w czarnych jak smoła włosach i zagadał na podryw. 
-To co robimy?-zapytałam. 
-Robimy co chcemy!!!-wykrzyczał Charles.-poproszę mocnego drinka dla tej pani.-wskazał na mnie.
-CO?! Ale ja jeszcze nie dopiłam poprzedniego! 
-To nic!! Trzymaj.-podał mi mieszankę różnych alkoholi.-Pij do dna!
 

środa, 28 listopada 2012

-Chcesz to idź.Moją odpowiedź znasz.
-No chodź...proszę...tylko dwie godziny...-zrobił kocie oczy. 
-Jeny dobra.-przewróciłam oczyma. 
-Dzięki.To my idziemy!-krzyknął i pociągnął mnie za rękę. 
-Ej!Muszę się przygotować. 
-Przygotujesz się u mnie.-powiedział i wyszedł razem ze mną.-Moja mama ma kosmetyki a z ciuchami nie będzie problemu.-puścił do mnie oko.
-Okej.To pa!-pomachałam do Adon. 
-Papa!Bawcie się dobrze!-zamknęła za nami drzwi. 
Poszliśmy do domu Charliego.W drzwiach przywitała nas jego mama. 
-Hej mamo.Emily chce się przygotować na imprezę.Idziemy razem na dwudziestą drugą.
-Pewnie!Łazienka jest u góry po lewej.Charlie cię zaprowadzi.
-Chodź.-powiedział i objął mnie w pasie po czym wyznaczył mi drogę.  
-Dzięki.-weszłam do łazienki i zamknęłam się.Zdziwiłam się gdy zobaczyłam czarną sukienkę do kolan z długim rękawem ,który był uszyty z cienkiego materiału.Buty były nie za duże jak na moją stopę.Były to także czarne baleriny.Podeszłam do umywalki i otworzyłam szafkę ,która wisiała nad nią.Były tam cienie do powiek ,szminki ,puder i tusz do rzęs.
-No to wszystko co mi potrzeba.-szepnęłam do siebie i wyciągnęłam je.Otworzyłam pudełko z cieniami do powiek i wybrałam kolor szary.Usta pomalowałam kolorem kremowym a na rzęsy nałożyłam niedużą warstwę tuszu.Ubrałam sukienkę oraz baleriny i wyszłam.Charlie stał przed drzwiami czekając na mnie. 
-Długo się szykowałaś.-spojrzał na zegarek. 
-Tylko pół godziny. 
-Tylko?Chyba aż.-zadrwił. 
-Ciesz się ,że w ogóle się zgodziłam pójść z tobą na imprezę ,więc nie zrzędź. 
-Przepraszam.Idziemy?-spytał. 
-Oczywiście.-włożyłam płaszcz i poszliśmy. 

Julie 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Gdy szliśmy przez park pochłonięty białym pierzem napotkaliśmy zaledwie na parę osób ponieważ było dość późno.Spojrzałam na Charlesa.Patrzyłam na niego przez kilka sekund zanim się spojrzał na mnie. 
-Czemu się na mnie patrzysz?-zaśmiał się i odwrócił w moją stronę.Złapał mnie za ramiona i przekręcił w swoją stronę żeby mnie widzieć i przy okazji zatrzymać.
-A co nie można popatrzeć na tą brzydką twarz przez którą coś przejechało?-powiedziałam to z taką powagą ,że sama się zdziwiłam ,że powiedziałam coś z opanowaniem do Charliego.Jego oczy patrzyły na moje ,ale nie zwracałam na to uwagi.
-Nie masz humoru?-zapytał.
-Sama nie wiem.-wzruszyłam ramionami.
-Czemu?widać po twoich oczach ,że jesteś smutna.-powiedział z troską. 
-Nie jestem.-odwróciłam się i poszłam chociaż ucisk na moim nadgarstku nie pozwolił na to. 
-Oczy nie kłamią i nie idź bo nie chce żeby ci się coś stało.Jest ciemno. 
Spuściłam głowę a moje długie,lekko kręcone,brązowe włosy opadły na płaszcz.
-Słodko wyglądasz w rozpuszczonych włosach.-rzekł przerywając ciszę.Poczułam jak się rumienie na polikach,chociaż nie przejmowałam się tym ponieważ i tak były czerwone od zimna.
-Nie udawaj.
-Nie udaję.Naprawdę ładnie wyglądasz.Wydaje mi się,że ci zimno.-dotknął mojej dłoni która trzęsła się i była zimna jak lód od chłodu.Nie dziwiłam się,że zaraz mi ręce odpadną bo oczywiście zapomniałam rękawiczek a płaszcz nie miał kieszeń.Charlie przytulił mnie.Jego ciało było ciepłe na tyle żebym mogła się ogrzać. 
-Nie musisz.-powiedziałam.  
-Ale chce cię ogrzać żeby nie było ci zimno. 
-Dzięki.To dziwne,ale spoko.Już mi ciepło.Puść mnie proszę. 
-Nie chce.
-Ale musisz bo...
-Bo?-nie dał mi dokończyć.
-O jeny puść mnie!-nie umiałam nic wymyślić i się próbowałam wyzwolić od jego uścisku,ale nie puszczał.-Puść mnie.
-Dobra.-spuścił głowę i puścił mnie. 
-Nie smuć się,jeszcze nie raz będzie mi zimno.-uśmiechnęłam się i zaśmiałam.-Chodź do domu bo zimno.
-A jednak ci zimno!- krzyknął zadowolony.
-Dobra może ale chodź.
-Okej.Żebyś się rozgrzała to pogonimy się.-podał rękę do uścisku.-No dalej zobaczymy kto szybciej dobiegnie do domu.
-Dobra.-powiedziałam.-Tylko zadzwonię do Adon żeby robiła coś do jedzenia.Zadzwoniłam do Adon.
-Adon szykuj coś do jedzenia.Jesteśmy za dziesięć minut w domu.Pa.-Rozłączyłam się. 
-Raz,dwa...trzy!-Charlie pobiegł pierwszy ,ale nie dałam za wygraną i wybiegłam przed niego.Podstawiłam mu nogę i przewrócił się wpadając w zaspę.Śmiałam się do łez.
-Kurde nie ma tak!- otrzepał się ze śniegu i zaczął mnie gonić.Uciekałam ile sił w nogach chociaż nie zdążyłam dobiec jako pierwsza do domu ponieważ dogonił mnie i wbiegł do pokoju śmiejąc się ze mnie jak z idiotki.Adon patrzyła to na mnie to na Charliego. 
-A wam co się stało?Gonił was ktoś?-zapytała trzymając nóż w ręce. 
-Goniliśmy się  kto wróci jako pierwszy do domu.Oczywiście Charlie się przewrócił w zaspę...
-Bo mnie przewróciłaś.-wtrącił. 
-Oj tam to szczegół.-machnęłam ręką.
-No taki se szczegół bo to główna atrakcja tej gonitwy.Jestem cały od śniegu.-Zdjął czapkę i potrząsnął głową.
-Dobra.Zrobiłam wam kanapki więc jedzcie a potem idź Charles do domu.
-Wyganiasz mnie?! 
-Nie ,ale już późno.
-I co z tego?Ja idę na imprezę z Emily.
-A skąd taki pomysł?-wtrąciłam. 
-A tak se wymyśliłem. 
-Właśnie widać głupku.Ja nigdzie nie ide.Sam se idź i upij się a ja posiedzę w domu.
-I ty myślisz ,że się człowiek upije od piwa?
-Chyba cie coś boli! Każdy wie,że od jednego piwa człowiek nie upije się a od kilku mocnych drinkóto szybciej.A poza tym nie jestem duszą towarzyską więc sory.-odmówiłam.
-Pff jak sobie chcesz.  

--------------------------------------------------------------- 

Myślę ,że się podoba.Jutro następna część trochę zwariowana.;D 

Julie          

 

czwartek, 22 listopada 2012

Ten pomysł wydawał mi się bardzo dziwny chociaż wzięłam wazon.Spojrzałam zza futryny kto to.Nie wierzyłam własnym oczom!To był Charles. To był mój przyjaciel ,ale taki któremu mogłam powiedzieć wszystko i zawsze mnie wysłucha. 
-Adon.-syknęłam. 
-Hm? 
- Odstaw pałkę to Charles. 
-Twój Charles? 
-Nie!Adon jesteśmy tylko przyjaciółmi!. 
-Dobra , dobra. - stanęłam w drzwiach. Charles odwrócił się do mnie i uśmiechnął się. 
-Co tu robisz?-zapytał. 
-No właśnie.Co ja mogę tu robić?Wiesz co jestem na wakacjach wiesz?-zaśmiałam się. -Pomyśl a co ja tu mogę robić? 
-Dobra wiem!- podbiegł , podniósł mnie i zakręcił. 
-Przestań?!- krzyczałam i śmiałam się naraz. 
-Bo co? Ups!-upuścił mnie a ja jęknęłam i upadłam na panele. 
-Ty głupku!-uderzyłam go w ramie gdy się pochylił. 
-Przepraszam nie chciałem.- powiedział i podał mi rękę.Wstałam.Odwróciłam się i spojrzałam na Adon.Oczy miała szeroko otwarte a usta ułożone w listere O. 
-Co Adon?- potrząsnęłam nią. 
-Nie wierze.-odpowiedziała śmiejąc się.
-W co ? 
-W to co on zrobił. 
-Że mnie upuścił? - uniosłam jedną brew do góry. 
-Tak. 
-Adon.To normalka w jego przypadku.Jest strasznie chudy i nie ma wcale mięśni. 
-Ej!- krzyknął. 
-Cóż musisz się pogodzić.- odwróciłam się. Spuścił głowę. 
-Dobra a co ty tu chcesz i skąd masz klucze?-zapytała Adon. 
-Ja?Ja tu przyszedłem po Emily.A klucze mam od Emily z domu. 
-Z mojego domu?A gdzie my mamy iść w tą pogodę?-poszłam do kuchni. 
-Z twojego domu. A iść to mamy...na spacer.-wymyślił coś na szybko.Zawsze poznaje go po tym jak kłamię. 
-A tak na serio? 
-Pójdziesz czy nie? No co ty nic ci nie zrobię znasz mnie przecież.
-No dobra. - wzruszyłam ramionami. Ubrałam płaszcz , buty i wyszliśmy.  

Julie

środa, 21 listopada 2012

-Pewnie! - powiedziała włączając czajnik na herbatę.Poszłyśmy do jej pokoju i rozsiadłyśmy się na łóżku.Moja przyjaciółka wyjęła album ze zdjęciami.-A teraz ,żeby zapomnieć o wszystkim pooglądamy zdjęcia. Przynajmniej się trochę pośmiejemy i powspominamy.-uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. Adon i ja zazwyczaj rozumiemy się bez słów. Wystarczy jedno spojrzenie i wszystko wiadomo co która ma na myśli. Jesteśmy siostrami a przynajmniej tak uważamy.Gdy oglądałyśmy zdjęcia ktoś zaczął otwierać drzwi kluczem do domu. 
-Kiedy twoi rodzice mieli wrócić?-zapytałam z zaniepokojeniem. 
-Jutro. - zdziwiła się. 
-Twój brat jest w domu? 
-Nie , ale on pojechał na jakąś wycieczkę.  
-Więc kto otwiera drzwi?-spojrzałam w kierunku drzwi od pokoju Adon. 
-Nie wiem...- wstałyśmy powoli z łóżka tak żeby nie było szelestu.Adon wzięła pałkę baseballową.Ma ją dlatego ,że kiedyś grała w drużynie baseballowej.Zeszłyśmy na dół i podeszłyśmy na palcach do ściany. 
-Jak ten ktoś wejdzie tu to walnę go pałką a ty weź z dużego pokoju wazon i rozbijesz mu go na głowie. Dobra?-szepnęła tak cicho ,że ledwo co usłyszałam. 
-Dobra. 

Część 4

Część 4

Wróciłyśmy do domu. 
-No to mamy już kilka informacji o nim.-powiedziałam wchodząc przez próg drzwi domu Adon. 
-Zawsze coś. Dziękuje ,że mi pomogłaś.Bez ciebie nie byłabym w stanie znaleźć Windstona.
-Nie ma za co.No cóż , po części to też mój przyjaciel a poza tym nieważne czy przyjaciel jest żywy czy nie  to i tak trzeba się o niego troszczyć.- zaśmiałam się do niej. 

1h i dodaje następną część bo jestem w szkole na infie. ;)
 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Część 3.

-Skoro nie ma go w kraju to gdzie może być?-zapytałam. 
-Nie wiem.Może być w każdym kraju i zabijać innych ludzi bez powodu.To jego hobby i to dla niego rozrywka tak samo jak dla nas na przykład spotykanie się z przyjaciółmi i urządzanie imprez.Jest nieobliczalny i nie do pokonania.Nikt za nim nie nadąża bo zabija w bardzo szybkim tempie na całym świecie.Jeśli go nie złapiemy to zabije nawet i 6 029 ludzi w ciągu miesiąca.Jest poszukiwany na całym świecie.Do dzisiaj nikt go nie złapał. 
-Aha.Dobrze.Dziękuję za informację.
-Można poprosić pani numer telefonu?Gdybyśmy dostali nowe informacje o nim?-zapytał. 
-Oczywiście.345 679 745. - mężczyzna zapisał numer na kartce papieru i wyszłam. 
-I jak?-zapytała Adon wstając z krzesła. 
-Jest nieobliczalny.Nazywa się Nicholas Windston.Zabija na całym świecie i zabija w różnych przebraniach przez co nie można go rozpoznać z prawdziwej twarzy.Jego wygląd to włosy do ramion,nieduże usta i oczy.Widziałam portret pamięciowy.
-Aha?- otworzyła szeroko usta.- To.Jakiś.Waaaariattt.-powiedziała powoli. 
-Ta.- zaśmiałam się.  

Julie

niedziela, 18 listopada 2012

Dalsza część

Na następny dzień wstałam , zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły wcześniej.Nie zdążyłam odnieść plecaka pod sale a Adon czekała na mnie. 
-Hej.- powiedziałam. 
-Hej.Widziałaś jakiegoś chłopaka jak szłaś do szkoły? 
-Tak...szedł za mną. 
-W co był ubrany? 
-W czarny płaszcz.
-No i nic nie zrobiłaś!?- krzyknęła na mnie.-Gdzie on jest !? 
-Pod 204. 
-Idziemy- uspokoiła się , złapała mnie za rękę i pobiegłyśmy pod sale. Adon była wściekła i gdy go zobaczyła podbiegła i popchnęła go.Ten upadł na podłogę. 
-Ej!- krzyknął chłopak.-Co jest!? 
-Czemu to zrobiłeś!? Mów czemu !- złapała go za włosy i pociągnęła. 
-Ale o co ci chodzi?- zapytał odciągając jej rękę.-Zostaw mnie dziewczyno nic nie zrobiłem!Uspokój się!
-Nie kłam.Wiem , że zabiłeś Chrisa pod domem Horensów i ty dobrze  o tym wiesz! 
-Jakiego Chrisa? Nie znam tego gościa.Odczep się ode mnie i mi nie wmawiaj ,że coś zrobiłem.
-Co robiłeś o szesnastej dwadzieścia?-zapytałam. 
-Byłem w mieście coś zjeść. 
-Widzisz Adon?-zwróciłam się do przyjaciółki.-To nie on.To,że ma czarny płaszcz to nie znaczy,że zabił Chrisa. 
-Przepraszam.-powiedziała do chłopaka. 
-Nie szkodzi ,ale powinnaś się opanować w niektórych sytuacjach.-zaśmiał się. 
-Chodź Adon.Idziemy na policję.-pociągnęłam ją.
Zadzowniłam po taksówkę i pojechałyśmy.Weszłyśmy na komisariat gdzie czekało kilka osób.Podeszłyśmy do policjanta dyżurnego. 
-Przepraszam.Wczoraj około godziny szesnastej dwadzieścia zamordowano chłopaka koło domu Horensów na ulicy Wollen.Czy ktoś z policji był na miejscu zbrodni? 
-Tak.Słyszałem o tym chłopaku.Wracał ze szkoły i ktoś go napadł.
-A wie pan może kto to zrobił?-zapytałam.
-Niestety nie.Policja zrobiła  daktyloskopie z noża i ciała zamordowanego ,ale jeszcze nie podała szczegółów.
-Dobrze.Na którym piętrze jest wydział kryminalny? 
-Na trzecim. 
-Dziękuje.- pobiegłyśmy po schodach ponieważ nie chciało nam się czekać na windę. Poprosiłam Adon żeby zaczekała. Zapukałam do drzwi gdzie była plakietka z napisem: " wydział kryminalny" .
-Proszę! - krzyknął policjant.Otworzyłam drzwi i weszłam. 
-Dzień dobry.Ja w sprawie morderstwa Chrisa Wornera. 
-Proszę usiąść.- odpowiedział mężczyzna z lekkim zarostem.Usiadłam i rozglądnęłam się po pokoju.-Otóż chodzi o Chrisa tak?Jest pani rodziną tej osoby czy kimś bliskim?-zapytał.
-Jestem jego koleżanką.
-Więc.Zrobiliśmy odciski palców i wynika na to,że został zamordowany przez Nicholasa Windstona.Mamy portret pamięciowy.-podał mi zdjęcie na którym był mężczyzna około czterdziestki z włosami do ramion,lekką brodą i niedużymi oczyma oraz ustami. 
-Proszę pana ,ale to nie jest on.Moja przyjaciółka go widziała.Miał brązowe włosy i nie były do ramion i ponoć był ze szkoły.
-Niektórzy przebierają się za kogoś innego. Zakładają maski przez które wydaję się ,że są młodsi i nikt nie poza ich prawdziwej twarzy oraz peruki a pani przyjaciółce mogło się to tylko zdawać , że jest ze szkoły. Zobaczyła raz czy dwa twarz innej osoby i mogło się jej zdawać,że to młody chłopak. 
-Dobrze.Dziękuje. A gdzie się znajduje teraz pan Windston? 
-Gdy policja przyjechała na ulicę Wollen jego już nie było.Rozwiesiliśmy list gończy na ulicach i w mieście , ale jeszcze nikt się nie zgłosił.Jest też prawdopodobieństwo ,że po prostu nie ma go w kraju.  

Sory ,że nie dokończyłam,ale skończyła mi się wena.Przepraszam.Jutro napiszę dalej. ;)

Julie.

sobota, 17 listopada 2012

NOWA OSOBA NA BLOGU

Słuchajcie. Mam nową wiadomość! Historię będzie także pisać moja przyjaciółka. Będzie się podpisywać jako Nadine . Będziemy pisać na zmianę . Jedną historię ona a jedną ja. Myślę , że pomimo dojścia na bloga mojej przyjaciółki i tak będziecie go odwiedzać. ;) Aha. DZIĘKUJĘ JESZCE RAZ ZA 100 WEJŚĆ!!!!!! Jesteście najlepsi ! ;D

Dzięki!

DZIĘKI WIELKIE ZA 50 WEJŚĆ PRZEZ TE TRZY DNI.;D

Julie 

piątek, 16 listopada 2012

Część 2

Część 2 

Adon pomyślała przez chwilę. 
-Konkretnie to przed domem Horensów. Niedaleko szkoły .Trzy przecznice dalej od szkoły. 
 Zerwałam się jak poparzona i wybiegłam w ledwo zawiązanych butach ubierając płaszcz. Śnieg nadal padał jak wcześniej. Biegłam jak najszybciej , chociaż to nie był mój chłopak. 
-Czekaj na mnie! - krzyczała przyjaciółka biegnąc za mną kilka metrów dalej. - Gdzie biegniesz! 
Odwróciłam się i popatrzyłam na nią. 
- Pod dom Horensów! - krzyknęłam i włożyłam do końca buty. Adon dobiegła do mnie po chwili.
- Dobrze , że się zatrzymałaś bo to tu.- powiedziała i wskazała palcem na dom. 
- O! Świetnie! A...w co był ubrany morderca. 
- Miał zwykły czarny płaszcz , czarne buty i był bez czapki. Włosy miał brązowe i lekko poczochrane. Tak naprawdę to był jakiś chłopak ze szkoły...
-Co!?- krzyknęłam. 
- Cicho!- zakryła mi ręką usta ale po chwili je odsłoniła. 
- Co?!- szepnęłam. Nie wierzyłam własnym uszom , że to był chłopak na dodatek ze szkoły. - Mniej więcej ile miał wzrostu? 
- Metr osiemdziesiąt. 
- Dobra. Pamiętaj ,żeby jutro przyjść do szkoły wcześniej  i wtedy zobaczymy kto to może być. 
- Okej.  
Wróciłam do domu i położyłam się spać. 


Jak narazie to tylko tyle , ponieważ za bardzo nie mam czasu. ;p Obiecuje , że dodam kontynuację trzeciej część jutro ewentualnie w niedzielę. 


Julie 




 

czwartek, 15 listopada 2012


Część 1.


Dzień wyglądał tak samo jak każdy inny dzień szkolny.Gdy wróciłam do domu zjadłam obiad , odrobiłam lekcję i nauczyłam się na jutrzejszy sprawdzian z polskiego.Mimo,że mam z niego same piątki i czwórki to i tak za nim nie przepadam.Jak rodzice twierdzą po trzeciej gimnazjum powinnam iść do liceum humanistycznego , ponieważ dobrze uczę się nie tylko polskiego , ale i historii oraz WOS-a za to nie idzie mi z biologi i przedmiotów ścisłych.Po skończeniu była godzina dwudziesta zero osiem jak pokazywał zegar na biurku. Zbiegłam na dół, ubrałam buty, płaszcz , rękawiczki oraz czapkę.Była zimna a ciemno robiło się już o czwartej więc dzień nie trwał za długo chociaż zawsze coś.Śnieg padał obficie a drogi były zasypane więc samochody przez to nie jeździły. Moja przyjaciółka do której zmierzałam mieszkała trzy domy dalej.Zadzwoniłam do dzwonka przy drzwiach jej domu. 
-Hej.-powiedziałam gdy otworzyła drzwi.
-Cześć-odpowiedziała Adon.
-Jak tam?-spytałam ściągając płaszcz i rozwiązując sznurówki od butów. 
-Może być.- odpowiedziała zasmucona.
-Czemu? Co się stało? 
-Nie nic.Jest dobrze.
-Nie jest.Sama mówiłaś ,że może być więc o co chodzi.Mów albo wyjdę do swojego domu.
-Nie idź.-powiedziała
-Więc mów.
-No dobrze.-westchnęła.-Chris.
-Co Chris?-zaniepokoiłam się.
-Nie żyje.-zauważyłam u mojej przyjaciółki łzę , która spływa jej po policzku.Podeszłam do niej i przytuliłam ją.
-Ciii- szepnęłam.A ona rozpłakała się mocniej.Zaczęła szlochać-Spokojnie.
-Nie!Nic nie będzie dobrze!-powiedziała pociągając nosem.
Poszłyśmy do kuchni.Zrobiłam herbatę i usiadłyśmy na kanapie w  dużym pokoju.Rodziców Adon nie było ponieważ poszli do znajomych na kolację.Oprócz nas był jeszcze jej brat  ,Lucas który wcale się nie przejął tym ,że jego siostra cierpi z powodu zmarłego chłopaka.Adon zrobiła łyk ciepłego napoju i odstawiła kubek na stolik to kawy. 
-Już dobrze?-spytałam kładąc jej rękę na ramieniu. 
-Tak.Lepiej.-uśmiechnęła się.Jej makijaż był rozmyty od łez przez co wyglądała strasznie. 
-Jak to się stało? 
-Gdy Chris szedł ze szkoły ktoś go podszedł od tyłu i wbił...nóż  w serce.- znowu zaczęła płakać chociaż nie tak mocno jak wcześniej. 
-Nie powinnam o to pytać.-rzekłam ze smutkiem.
-Powinnaś.Przynajmniej wiesz o tym ode mnie niż z telewizji , gdzie prawie nigdy nie mówią prawdy. 
-Widziałaś to jak był napadany?
-Ni , ale widziałam jak morderca odchodzi od Chrisa.
-A gdzie to było?

 
 

środa, 14 listopada 2012

Hej

Hej.Blog jest od niedawna.Założyłam go z myślą o tym ,że mogłabym podzielić się moją wyobraźnią. Myślę ,że chętnie będziecie odwiedzać go i także z miłą chęcią czytać moje historie

Julie <