Gdy szliśmy przez park pochłonięty białym pierzem napotkaliśmy zaledwie na parę osób ponieważ było dość późno.Spojrzałam na Charlesa.Patrzyłam na niego przez kilka sekund zanim się spojrzał na mnie.
-Czemu się na mnie patrzysz?-zaśmiał się i odwrócił w moją stronę.Złapał mnie za ramiona i przekręcił w swoją stronę żeby mnie widzieć i przy okazji zatrzymać.
-A co nie można popatrzeć na tą brzydką twarz przez którą coś przejechało?-powiedziałam to z taką powagą ,że sama się zdziwiłam ,że powiedziałam coś z opanowaniem do Charliego.Jego oczy patrzyły na moje ,ale nie zwracałam na to uwagi.
-Nie masz humoru?-zapytał.
-Sama nie wiem.-wzruszyłam ramionami.
-Czemu?widać po twoich oczach ,że jesteś smutna.-powiedział z troską.
-Nie jestem.-odwróciłam się i poszłam chociaż ucisk na moim nadgarstku nie pozwolił na to.
-Oczy nie kłamią i nie idź bo nie chce żeby ci się coś stało.Jest ciemno.
Spuściłam głowę a moje długie,lekko kręcone,brązowe włosy opadły na płaszcz.
-Słodko wyglądasz w rozpuszczonych włosach.-rzekł przerywając ciszę.Poczułam jak się rumienie na polikach,chociaż nie przejmowałam się tym ponieważ i tak były czerwone od zimna.
-Nie udawaj.
-Nie udaję.Naprawdę ładnie wyglądasz.Wydaje mi się,że ci zimno.-dotknął mojej dłoni która trzęsła się i była zimna jak lód od chłodu.Nie dziwiłam się,że zaraz mi ręce odpadną bo oczywiście zapomniałam rękawiczek a płaszcz nie miał kieszeń.Charlie przytulił mnie.Jego ciało było ciepłe na tyle żebym mogła się ogrzać.
-Nie musisz.-powiedziałam.
-Ale chce cię ogrzać żeby nie było ci zimno.
-Dzięki.To dziwne,ale spoko.Już mi ciepło.Puść mnie proszę.
-Nie chce.
-Ale musisz bo...
-Bo?-nie dał mi dokończyć.
-O jeny puść mnie!-nie umiałam nic wymyślić i się próbowałam wyzwolić od jego uścisku,ale nie puszczał.-Puść mnie.
-Dobra.-spuścił głowę i puścił mnie.
-Nie smuć się,jeszcze nie raz będzie mi zimno.-uśmiechnęłam się i zaśmiałam.-Chodź do domu bo zimno.
-A jednak ci zimno!- krzyknął zadowolony.
-Dobra może ale chodź.
-Okej.Żebyś się rozgrzała to pogonimy się.-podał rękę do uścisku.-No dalej zobaczymy kto szybciej dobiegnie do domu.
-Dobra.-powiedziałam.-Tylko zadzwonię do Adon żeby robiła coś do jedzenia.Zadzwoniłam do Adon.
-Adon szykuj coś do jedzenia.Jesteśmy za dziesięć minut w domu.Pa.-Rozłączyłam się.
-Raz,dwa...trzy!-Charlie pobiegł pierwszy ,ale nie dałam za wygraną i wybiegłam przed niego.Podstawiłam mu nogę i przewrócił się wpadając w zaspę.Śmiałam się do łez.
-Kurde nie ma tak!- otrzepał się ze śniegu i zaczął mnie gonić.Uciekałam ile sił w nogach chociaż nie zdążyłam dobiec jako pierwsza do domu ponieważ dogonił mnie i wbiegł do pokoju śmiejąc się ze mnie jak z idiotki.Adon patrzyła to na mnie to na Charliego.
-A wam co się stało?Gonił was ktoś?-zapytała trzymając nóż w ręce.
-Goniliśmy się kto wróci jako pierwszy do domu.Oczywiście Charlie się przewrócił w zaspę...
-Bo mnie przewróciłaś.-wtrącił.
-Oj tam to szczegół.-machnęłam ręką.
-No taki se szczegół bo to główna atrakcja tej gonitwy.Jestem cały od śniegu.-Zdjął czapkę i potrząsnął głową.
-Dobra.Zrobiłam wam kanapki więc jedzcie a potem idź Charles do domu.
-Wyganiasz mnie?!
-Nie ,ale już późno.
-I co z tego?Ja idę na imprezę z Emily.
-A skąd taki pomysł?-wtrąciłam.
-A tak se wymyśliłem.
-Właśnie widać głupku.Ja nigdzie nie ide.Sam se idź i upij się a ja posiedzę w domu.
-I ty myślisz ,że się człowiek upije od piwa?
-Chyba cie coś boli! Każdy wie,że od jednego piwa człowiek nie upije się a od kilku mocnych drinkóto szybciej.A poza tym nie jestem duszą towarzyską więc sory.-odmówiłam.
-Pff jak sobie chcesz.
---------------------------------------------------------------
Myślę ,że się podoba.Jutro następna część trochę zwariowana.;D
Julie
Będzie się działo...
OdpowiedzUsuńmi się podoba, ( ja nic nie mówię ale może trochę fantastyki typu wizję kto mógł zamordować tego chłopaka, ale to moje sugestie ) a poza tym super ; D
OdpowiedzUsuń